powrót

Karol KOLMAN

Golgoty to szczyt, Gdzie hańby stał krzyż!
Tam Jezus się przybić dał, By winy me zmył,
Bym wiecznie z Nim żył, Zbawiciel, Król pień i chwał.
Golgocki ten krzyż Pociąga mię wzwyż,
Tam zgasł Jezus mój, Za mnie tocząc bój.
Tam sędzia i Pan przed sąd poszedł Sam,
Bym wieczne zbawienie miał. (Ś.P. 105)

Karol Kolman urodził się w ewangelickiej rodzinie w Hradkach koło Jindrichoveho Hradca (Czechy). Był jednym z siedmiorga dzieci i niełatwo mu było rozwijać swoje zdolności intelektualne. Sam mówił, że w dzieciństwie nie mieli nigdy zapasów żywności, ale też nie byli głodni. Stwierdzał także, iż Jezus przybliżał się do nich jako święty i nie tolerujący grzechu. Odczuwali, że coś ważnego musi się stać, ich życie musi się zmienić. Najbardziej odczuwał to Karol, który twierdził, że był najgorszym ze wszystkich dzieci.

Karol marzył o studiowaniu pedagogiki, ale środki finansowe rodziców były bardzo skromne i nie wystarczyłyby na studia na tym kierunku. Podjął więc naukę w szkole handlowej, by po jej ukończeniu pracować jako urzędnik. Zgodnie ze swymi planami został urzędnikiem w Pradze. Będąc w stolicy uczęszczał do zboru Jednoty Czesko-Braterskiej. To, co wydarzyło się 2 listopada 1909 roku opowiadał z zaangażowaniem: "Siedziałem w ostatniej ławce, słuchałem pięknych pieśni i pięknych świadectw, a do mojej duszy jakby wchodziło światło. Była przerwa i kaznodzieja Alojz Adlof podszedł do mnie, usiadł na ławce, objął mnie około szyi, popatrzył mi głęboko w oczy i powiedział: "Jak się masz, miły chłopcze?" Nie mogłem nic odpowiedzieć, lecz zacząłem płakać. Ten znawca dusz ludzkich jeszcze bardziej mnie przytulił do siebie, chwycił za rękę i zaczął opowiadać o Bożej miłości. Pamiętam jak wskazywał mi na Pana Jezusa, który wystarczy na każdy grzech, i że jest On obecny i za darmo oferuje mi zbawienie: "Pójdźcie do Mnie wszyscy...", "Choć wasze grzechy będą czerwone jak szkarłat, jak śnieg zbieleją..."- cytował wiersz za wierszem i prowadził mnie do Jezusa. Modlił się za mną, było mi bardzo dobrze i przyjemnie. Nie umiałem się modlić, ale kilkoma słowami powiedziałem o swojej nędzy duchowej i prosiłem o zmiłowanie, a do serca weszło światło. Kaznodzieja dalej prowadził nabożeństwo, a na zakończenie powiedział: "Kto dzisiaj powierzył swe życie Zbawicielowi lub czuje, że ma to zrobić, niech powstanie i publicznie to zrobi". Podszedł do mnie szatan: "Nie wstawaj!" "Teraz albo nigdy!" - odparłem szatanowi i wyskoczyłem. Już przede mną kilka osób powstało, a ja miałbym zostać pominięty? Do dziś pamiętam to uczucie, kiedy krew napłynęła mi do głowy, z pewnością byłem zarumieniony i przestraszony. Była to chwila przełomowa, coś we mnie pękło, coś urwało się i stało się coś nowego: Jezus Chrystus stał się we mnie Zwycięzcą i przeprowadził mnie ze świata ciemności do Królestwa światłości. Była to błoga chwila, której nie można do końca przedstawić ani opisać. Przy spojrzeniu na krzyż ciężar grzechu spadł ze mnie, a do lękliwego serca wszedł Boży pokój i radość." O tym też mówią słowa pieśni cytowanej na wstępie.

Po pewnym czasie zachorował na nerki i wyjechał na Słowację, aby się leczyć. Potem, za radą kaznodziei, Chorwata ze Starej Tury, zaczął uczyć się w instytucie pedagogicznym w Modrem (Słowacja), później zaś został wykładowcą języka słowackiego, nabył też status kwalifikowanego pedagoga i wychowawcy. Z powodu wielkiego wysiłku studiowania na podjętym kierunku zachorował i wyjechał na leczenie do Jugosławii, nad morze Adriatyckie. Po wyleczeniu był czynny jako nauczyciel i wychowawca w różnych szkołach w Czechach i na Słowacji.

Ze wspomnień K. Kolmana: "...uzgodniliśmy na początku naszego małżeństwa: przed dziećmi respektować jeden drugiego, milczeć przed nimi, kiedy mieliśmy różne poglądy. Nie mówić krytycznie o starszych osobach, a szczególnie o wierzących, szanować i kochać jeden drugiego. Niech dzieci nie widzą rozterek u rodziców! Wiem, że w życiu popełniłem dużo błędów, nie udało mi się wszystko tak, jak planowałem w wychowaniu, byłem nadmiernie wymagający - ale chodziło mi o to, aby dzieci jak najwcześniej powierzyły swoje życie Jezusowi i były zbawione..."

Jego właściwa postawa względem Jezusa i Słowa Pisma świętego kształtowała jego charakter i zaangażowanie w pracy zawodowej, w życiu rodzinnym, w społeczeństwie i w służbie duchowej.

W miasteczku Trhovy Stipanov (Czechy) Kolman był dyrektorem szkoły wydziałowej i pełnił tę funkcję aż do czasu przejścia na emeryturę. Powstał tam też zbór Jednoty Czesko-Braterskiej (dziś Kościół Braterski - przyp. aut.), gdzie był kaznodzieją. Z tego też zboru po śmierci odprowadzono jego ciało.

Kolman wyjeżdżał często za granicę do Anglii i Szwajcarii, aby uczyć się na kierunku teologicznym i był czynny jako wykładowca w Instytucie Biblijnym w Kutnej Hore (Czechy). Jako kaznodzieja znany był w Niemczech, Jugosławii, Słowacji, a także na Śląsku Cieszyńskim.

Karol Kolman dużo czasu poświęcał na twórczość - pisał różne utwory literackie, najchętniej zaś prozatorskie. Niektóre z nich to: "Krzyk o północy", "Zachód słońca", "Zmęczony podróżnik", "Więcej świętości", "Tylko na kolanach", "Nie sięgajcie mi do sumienia", "Żałujemy", "Bez miłości", "Jestem przed Jordanem".

"W Żarnowcu pisywałem wiersze, z czego powstał zbiór "Barany". Najczęściej pisałem w nocy w łóżku, kiedy nie mogłem spać. Bezsenność też jest niekiedy dobra, w nocy jest cicho, spokój, można spokojnie myśleć i pracować..." - dowiadujemy się z jego notatek.

W okresie, kiedy był wykładowcą i dyrektorem Szkoły Biblijnej w Kutnej Hore, pisze: "Z wielką obawą przyjąłem to przedsięwzięcie. Wiedziałem, że własną siłą nie potrafię nic zrobić, ale wszystko może uczynić Boża moc, a ja powinienem być posłusznym... Była to praca, którą chętnie wspominam, był to najpiękniejszy odcinek mojego życia. Oto radosna, błogosławiona praca z młodymi braćmi, w jednomyślności z całym gronem pedagogicznym, pod prowadzeniem Ducha Świętego... Szkoła stała się przedmiotem modlitw wierzących nie tylko w Jednocie, ale także w innych kościołach, ponieważ przyjmowaliśmy także studentów z innych denominacji... Młodzieńcy prowadzeni do Pisma - zdroju poznania prawdy, z radością się uczyli..."

Odszedł nagle, zaangażowany w służbę dla Jezusa. W ostatnich chwilach jego życia powstały cztery linijki nowego wiersza:

Bóg mnie woła do Swej chwały,
Pójdź zmęczone me dziecię.
Napój duszę utrudzoną
Ze źródła życia...